Słońce za mgłą

Słońce za mgłą


  Noc przeminęła, na dworze zrobiło się jasno. Rankiem poszedłem na przechadzkę z różańcem w ręce. Zawsze tak robię, że z potrzebą jakiegoś ruchu wiążę odmawianie różańca. Poprzedniego dnia zapowiedziano mgłę i z ust prezentera padło takie zdanie, że słońce nie da rady w ten dzień przebić się przez mgłę.

Rzeczywiście była taka mgła, że nie można było rozpoznać, z której strony świeci słońce. Wszystko było zamglone. Potem, gdy już wracałem z przechadzki jedna strona nieba zrobiła się jaśniejsza. Wiadomo, tam w tej jasności nieba kryło się niewidoczne słońce.

W pewnym momencie w tej jasności zobaczyłem małe, okrągłe słońce. Można było spokojnie na nie patrzeć, nie było ostre, bo było za mgłą. Gdy patrzyłem na słońce ono jakby zbliżało się do mnie. Wydawało mi się, że ono przebija się przez mgłę, lub jakby usuwa mgłę na swojej drodze do ziemi.

W końcu rzeczywiście przebiło się przez mgłę i rozświetliło bardzo jasno ziemię, było bardzo ostre, nie można było na nie patrzeć. Wtedy można było podziwiać słońce, ale nie wprost, ale patrząc na rozjaśnioną ziemię i schnące jesienią trawy.

Poczułem wtedy ciepło, które leniwie, bo była jesień, zaczęło mnie dotykać. Pomyślałem, że latem, szczególnie na równiku, jest możliwy jeszcze jeden etap objawienia się słońca człowiekowi. Tym etapem jest upał, takie gorąco, że nie można wytrzymać, bo nawet w cieniu dochodzi do 50 stopni Celsjusza.

Przyszło mi takie skojarzenie, że etapy pojawiania się słońca, w pewien sposób obrazują etapy zbliżania się człowieka do Boga.

Noc to całkowita ciemność, bycie poza Bogiem, bez łaski. Tutaj wydaje się jasnością, jakimś dobrem, to, co jest w istocie ciemnością. Człowiek jest w pogoni za doczesnością, Boga nie dostrzega, żyje tak jakby Boga nie było, jakby nasze istnienie kończyło się w chwili śmierci doczesnej. Dla niektórych całe życie to trwanie w nocy, poza Bogiem.

Minęła noc i przyszedł zamglony dzień. Można tę sytuację porównać do człowieka, który, być może z jakiejś konieczności, np. bo ma być chrzestnym, lub za namową żony przed świętami, odbył spowiedź. On nie bardzo w tym wszystkim dostrzega Jezusa, ale inaczej się poczuł, przystąpił do Komunii Świętej. W jego sercu zamiast ciemności zrobił się mrok. Ma szansę iść dalej w stronę światła.

Jeśli tego chce, choć jeszcze nie widzi w pełni światła, to idzie kierując się wiarą, może lękiem przed piekłem. W każdym razie stara się trwać w łasce. Wtedy zobaczy, że niebo z jednej strony robi się jaśniejsze. Będzie wiedział, że tam jest Jezus. Jednak to przekonanie będzie bardzo rozmyte, zamglone. Na tym etapie bardzo ważna jest modlitwa i walka z grzechem. Choćby mijały lata i setki razy byśmy zaczynali od nowa, to z tej walki nie można zrezygnować. Każdy wysiłek, powstanie z upadku zbliża nas do Jezusa.

Co znaczy, że w końcu w tej zamglonej, ogólnej jasności zobaczymy małe, okrągłe, odległe słońce. Jest to jakieś przekonanie o obecności Jezusa i przeświadczenie, że dla Niego można i warto wszystko inne uznać za mało znaczące. Modlitwa powinna wtedy wydłużyć się. Sprawy niekonieczne należy odłożyć. Ważna jest wtedy modlitwa, obowiązki stanu i akceptacja okoliczności życia.

Przybliżanie się słońca, przebijanie się przez mgłę to w życiu duchowym oczyszczenie. Zwykle na tym etapie następuje pokonanie pokus zmysłowych i pewne umocnienie w czystości. Świat człowieka przestaje cieszyć.

W końcu przebicie się słońca przez mgłę i zalanie jasnością ziemi. Wtedy spojrzenie na przyrodę mówi o wspaniałości Boga. Wtedy dla człowieka nic nie jest tak ważne jak wola Boża i wolałby umrzeć niż zgrzeszyć.

Odczucie ciepła, a nawet nieznośnego gorąca, możemy porównać w życiu duchowym do drugiego oczyszczenia. To nie tylko ostateczne oderwanie od świata, swojej chwały, czy pokus nieczystych, ale przede wszystkim od siebie samego. Na tym etapie liczy się tylko Bóg, Jego chwała.

Chodzi o to, aby w gorącu miłości Jezusa wypaliło się wszystko, co w nas nie jest z Boga, aby człowiek mógł bezpiecznie zjednoczyć się z Jezusem. To jakby wejść w słońce bez niebezpieczeństwa spalenia, bo w człowieku nie ma już czegoś, czego ima się ogień. Człowiek taki nie pójdzie do czyśćca, bo ogień miłości Boga nie ma w nim czego wypalić. Tam już jest tylko pragnienie chwały Bożej.