Zgoda na sakrament małżeństwa, to też zgoda na ewentualną samotność

Zgoda na sakrament małżeństwa, to też zgoda na ewentualną samotność


Już sporo słów padło w związku z synodem biskupów na temat rodziny. Można powiedzieć, że trwa dyskusja na temat nauki Jezusa o nierozerwalności małżeństwa. Wierzę, że ostatecznie wypowiedź Papieża ukaże głębię prawdy o sakramencie małżeństwa.

Jednak póki co, trwa spieranie się ducha świata i ducha Bożego. Fundamentem nieporozumienia jest fakt, że świat traktuje drugą osobę i przyjemność jako należność, a nie jako dar Boży.

A więc, gdy współmałżonek odszedł bez winy drugiej strony, to wielu mówi, że ta osoba nie miała wyjścia, musiała się związać z kimś innym. Jeśli musiała, to znaczy, że jej się należy druga osoba. Świat traktuje ludzką osobę, a także przyjemność seksualną jako należność.

Myślę, że gdy małżonkowie prawdziwie się kochają, to nie traktują siebie wzajemnie jako należność. Przyjmując się wzajemnie dziękują Bogu za dar drugiej osoby. Wtedy, ta wdzięczność kierowana do Boga pogłębia wzajemną więź i radość wzajemnego oddania. Tam, gdzie jest obecny Bóg i jest zrozumienie sakramentu tam pewnie bardzo rzadko dojdzie do rozwodu.

Sakrament jest jednak często źle rozumiany. Gdyby ktoś usiłował zawrzeć sakrament małżeństwa z takim nastawieniem, że gdyby ona, czy on mnie opuścił, to znajdę sobie kogoś innego, to takie nastawienie czyni małżeństwo nieważnym, bo brak uznania nierozerwalności związku.

Gdyby takie nastawienie dało się udowodnić to można by dochodzić w sądzie kościelnym orzeczenia nieważności małżeństwa od początku. Taki fakt jest trudny do udowodnienia, bo w zapisach kancelaryjnych obok pytania, czy uznajesz nierozerwalność małżeństwa jest odpowiedź, „uznaję” wraz z podpisami stron.

Szczerze mówiąc wiele ludzi jest niezdolnych do sakramentalnego związku. A jest tak dlatego, bo nie mają oni zamiaru pozostać sami, gdyby druga osoba ich opuściła. Zobaczmy, związek małżeński zawarty z woli Chrystusa, zakłada też możliwość i gotowość na bezżeństwo lub samotność, gdyby w pewnej sytuacji taką okazała się wola Chrystusa.

Zobaczmy o co tu chodzi? Wola Chrystusa, co do naszego życia jest ważniejsza niż nasze plany, także nasze plany odnośnie małżeństwa i wzajemnego pożycia. Spytamy, czy to nie jest za wielkie wymaganie. Trzeba odpowiedzieć jasno. Jeśli ktoś nie uznaje nierozerwalności małżeństwa nie powinien stwarzać pozoru zawierania sakramentu.

Definicja małżeństwa jest taka, że małżonkowie są znakiem nierozerwalnej miłości Chrystusa do Kościoła. Ich wzajemna jedność i miłość jest na służbie czegoś poza nimi. Oni we dwoje wraz z małżeńskim współżyciem są znakiem sakramentalnym miłości Chrystusa do Kościoła.

Tym znakiem nieodwołalnej miłości Chrystusa może też być samotność, gdyby współmałżonek odszedł. Wszystko jedno czy z naszej winy, czy z winy drugiej strony. Sakrament trwa mimo rozpadu związku i ze względu na Chrystusa trzeba się zgodzić na heroiczne trwanie w samotności. Nie jest to tragedia dla człowieka wierzącego, bo to heroiczne trwanie nie będzie wieczne, ale wieczna będzie Boża nagroda.

Zakończę ten wywód podsumowaniem, że centralnym problemem trwającej dyskusji z biskupami niemieckimi w roli głównej jest odpowiedź na pytanie, czy nam się bezwzględnie należy druga osoba i małżeńska bliskość, czy raczej mamy udział w pewnym darze z nieskończonej łaski Boga.

Może tak być, że ktoś planuje swoje życie wraz z małżeństwem, tak jakby Boga nie było. Owszem tradycyjnie bierze ślub w Kościele. Kładzie nacisk na piękny obrzęd i dekorację kościoła, ale brakuje mu wiary. Czym to dla niego wtedy jest, że jest on znakiem Chrystusa i Kościoła. Ta sakramentalna formuła jest dla niego niczym, bo brakuje mu wiary.

Tu kończy się dyskusja i możliwość porozumienia między stronami konfliktu. Po co na siłę „uszczęśliwiać” Komunią Świętą ludzi bez wiary w sakrament małżeństwa. Oni będę chcieli i w Komunii świętej jakiegoś tylko obrzędu, a może wspólnoty ludzkiej, ale nie Chrystusa.

 

Matka uczy niemieckie dziecko

Idź do Komunii, weź ciasteczko

I tak tworzy się wspólnota stołu

I wspólnego obrzędu

 

Nie jest to wspólnota wiary

Bo brak wiary w obecność Jezusa

„Miałeś chamie złoty róg

Został ci się jeno sznur”